Link 27.01.2012 :: 23:02 Komentuj (0)
Chadzam po domu w brudnym zielonym swetrze, w babcinych skarpetkach w fioletowe paski (babcine, acz od Chińczyków), próbuję sprawiać pozory, że uczę się do egzaminów. Delektuję się dość rzadką możliwością niewychodzenia nigdzie (poza wędrówką z psem) przez cały dzień, mierzi mnie listonosz albo telefon od obcych. Bosko.
W dzisiejszych czasach wszystko, nawet jakiś przyjemny rytuał, można podciągnąć pod patologię- uzależnienie, bulimia, anoreksja, narkotyki. To, że nie wyobrażam sobie dnia bez musli z masą jogurtu i orzechami i źle się czuję, jeśli nie zjem jabłka w południe jak i to, że właściwie mogłabym cały dzień jeść tylko owoce, orzechy, płatki śniadaniowe i ewentualnie zielone warzywa może nazywać się w internecie jakąś fruktomią czy czymś takim, ale przestałam się tym przejmować. Jak i tym, że śmierć internetu pokrywa się z kryzysem w Europie, realnym zagrożeniem braku pracy, biedą (czytam o tym i słyszę o tym w poczekalni u lekarza- aż zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest poczekalnia do psychiatry)- gdybym brała to do siebie, nie byłoby mnie tutaj. To chyba ważne, żeby nauczyć się filtrować informacje, jeśli nie chce się brać leków antydepresyjnych. Co mnie trzyma przy życiu to tylko wizja nadchodzącego semestru i nauki na żywych zwierzętach, "Gry...", którą pochłonę w ferie, sterylizacji Baśki, szachów i zbliżającego się turnieju, basenu, doktora House'a z S. i to, że nadejdzie w końcu chwila, kiedy pojawią się pierwsze listki, ot tyle; chyba nie wolno więcej wymagać.
W teście w jakimś kobiecym piśmie padło pytanie, o czym myślę tuż przed snem. Oprócz tego, jak miło i ciepło jest, myślę o tym, czy byłam dziś grzeczna i ilu ludziom udało mi się nie zrobić krzywdy. To jest straszne, żeby tak walczyć dzień w dzień ze swoją niechęcią do człowieka i ze sobą, żeby się rozliczać z tego, czy było się znośnym. Czasem sama nie mogę wytrzymać ze sobą; nie mogę się już doczekać kiedy wreszcie zamieszkam na tym odludziu ze swoimi zwierzętami.
Link 23.01.2012 :: 22:43 Komentuj (1)
"Ludzie garną się ku sobie, ponieważ wzajemnie siebie się obawiają- osobno panowie, osobno robotnicy i osobno uczeni! A dlaczego się obawiają? Człowiek lęka się jedynie wtedy, gdy sam ze sobą nie żyje w zgodzie.
Ci ludzie, którzy tak bojaźliwie skupiają się w stada, pełni są strachu i złości, żaden z nich nie ufa drugiemu." ("Demian", H. Hesse)
Przed darmowym Wieczorem Sonat na Uniwersytecie Muzycznym:
E.: Chciałabym na starość nie być sama. Mieć dużo wnucząt. Żeby je mieć, trzeba mieć dzieci. I chciałabym mieć kogoś u swojego boku, boję się tego, że będę sama.
Ja: Dlaczego samotność jest zła?
E.: Nie mówię o takiej samotności, o jakiej mówisz- z wyboru. Mówię o tym, że może być tak, że wszystkich wokół już nie będzie, śmierć ich zabierze i zostaniesz sama, chociaż tego nie chcesz.
Ja: To nie jest przyjemne mieć więcej znajomych na cmentarzu niż w realu.
E.: Tak. I chciałabym nie być od nikogo zależna przez chorobę, nic nie musieć, być sobie lekarzem, do którego będą tylko przychodzić pacjenci po radę.
***
Z wyboru, czy nie, sama zadaję sobie pytanie, czy być samemu jest źle. I dlaczego?
Link 21.01.2012 :: 21:30 Komentuj (2)
Po co telewizor w domu?
Od kiedy często bywa wyłączony, coraz więcej się kłócimy. Chwalę sobie życie bez niego na studiach- jest mi dobrze; próbując wprowadzić praktykę niekorzystania z niego w domu, coraz bardziej niepotrzebnie jedni skupiają się na drugich, a niewygodna cisza staje się pretekstem do prowokowania zbędnych zdań. Krzepiące buczenie reklam zagłuszające to, że tak naprawdę nie potrafimy ze sobą rozmawiać, beznadziejne pustosłowie będące pretekstem do drzemania na fotelu- no czymże jest dom bez tego potwora, wtedy się staje taki prawdziwszy, uroczysty, wszystko, co się powie, nabiera sensu. Niepotrzebnie przecież!
